Przykłady prac:

Oto następne obrazy i szkice, a także cykl rysunków animalistycznych "zwierzaki" wykonanych mazakiem w 1990 roku. Te kolorowe plamki, kreski... a także słowa, które mam nadzieję również się pojawią to nie tylko sposób postrzegania, reagowania na otaczająca rzeczywistość - życie. To także ślady mojej egzystencji, w najszerszym rozumieniu tego słowa.

Gałkówek 4-01-2014 Jerzy Klat

NOWOŚCI NA STRONIE!

bez tytułu

Pojawiły sie dwie galerie - tym razem nie opatrzone kolejnymi numerami, lecz nazwami: "metafora" oraz "kopie, inspiracje". To próba przynajmniej częściowego uporządkowania ekspozycji, tak bardzo zróżnicowanej, zarówno pod względem tematycznym jak i formalnym - co stało się widoczne przy większej ilości prac; szerszej prezentacji mojej twórczości. O jej charakterze, meandrach, ewolucji, etc. chciałbym dokładniej opowiedzieć - wytłumaczyć się w niezbyt odległej przyszłości.

Gałkówek 4-11-2013 Jerzy Klat

SZANOWNI PAŃSTWO

Z powodu różnych przyczyn prezentacja mojej twórczości na stronie www uległa (nie waham się użyć tego słowa) stagnacji. Dlatego zdecydowałem się odnieść do zaistniałej sytuacji i zapewnić, że strona w dalszym ciągu będzie rozwijana. Następować to jednak będzie stopniowo w miarę możliwości. W związku z tym chciałbym Państwa prosić o nieco wyrozumiałości i cierpliwości. Pojawiać się będą nowe obrazy, zarówno te, które ostatnio namalowałem, jak i te z odległej już przeszłości. Oprócz aktualnie dominującego pejzażu, w zdecydowanie szerszym zakresie zaistnieje drugi nurt mojej twórczości - nazywam go umownie - "metaforycznym", który jak sądzę, w wyraźny sposób rozszerzy obszar moich malarskich peregrynacji. Zastanawiając się nad dalszą ewolucją strony, zdecydowałem się włączyć do niej również moje teksty, czyli coś na kształt refleksji... dotyczących malarstwa, sztuki... a w istocie odnoszących się do samego życia, jego nieskończenienie złożonej, nieuchwytnej - wręcz paradoksalnej natury. Oczywistą jest rzeczą, że zdecydowałem się na nie po wielu wahaniach. Mając (jak sądzę) wystarczającą świadomość, że słowa nie są dla mnie głównym środkiem wyrazu. Przepraszam za zaistniałą sytuację.

Gałkówek 4-30-2010 Pozdrawiam serdecznie - Jerzy Klat

 

Przynosząc obraz do galerii prosiłem niejednokrotnie aby go potrzymano przez chwilę na tle ściany pośród prac innych autorów. Ten mój obraz w galerii i w mojej pracowni to jakby dwa różne obrazy. Nieraz te różnice okazywały się korzystne, a nieraz żałowałem że go w ogóle przyniosłem - najchętniej zabrałbym go z powrotem, co zresztą kilka razy mi się zdarzyło.

Inne miejsce, inne obrazy wiszące obok, inne oświetlenie, inny kolor ściany... i obraz zmienia się nie do poznania. Te przyczyny zmian bywają nieraz minimalne, wydawałoby się - bez znaczenia. Ulubiony, często przytaczany przykład z malarzem, który malując portret kobiecy wyjątkowo długo się z nim męczył, przemalowywał, żeby zharmonizować perłę, bądź inny klejnot z całością obrazu - to najprawdziwsza prawda, jak i w znacznym stopniu wyeksploatowana już klasyka. Takich przypadków z perłami, bądź innymi drobiazgami i drobiażdżkami było i będzie zawsze mnóstwo, nie tylko w malarstwie, w sztuce - lecz w samym życiu. Gdyby nawet ten cały otaczający nas świat zamarł w bezruchu nasze odczucia, myśli, wnioski i tak będą się zmieniać. Albowiem zmieniamy się my sami, uzmysławia to nam jak relatywizm jest wszechobecny i jak wszystko jest nim na wskroś przesiąknięte. To nie tylko pogląd filozoficzny, punkt widzenia, to nie dodatek do życia, lecz jeden z jego przejawów. To problem ciągle otwarty, który daje o sobie znać na nieskończoną liczbę sposobów.

Jakie jest to moje malarstwo? Jeśli nawet udało by mi się to jakoś ująć słowami, to pozostaje pytanie: co z tego dotrze i w jakiej postaci do tych wszystkich, którzy zechcą przeczytać te słowa i obejrzeć na stronie zdjęcia moich obrazów? Na ile dzieło sztuki swój wizerunek i swoją wartość zawdzięcza twórcy a na ile odbiorcy?

Sądzę że na to pytanie nie uzyska się nigdy pełnej ani satysfakcjonującej odpowiedzi - będzie ona w najlepszym wypadku połowiczna. Można jedynie mieć tego świadomość. Niemożliwym jest bowiem ustalenie czegokolwiek w sposób ostateczny.

A zatem czy wszystkie wysiłki twórcy - jego marzenia, oczekiwania, cały nieraz ten sen o potędze nie sprowadza się w gruncie rzeczy do tego że jest się takim jakim Cię widzą inni?

Jak to jest możliwe że w tym bezmiarze zmienności - względności, jakim jest życie, można budować trwałe i niezmienne relacje, wartości, poglądy, prawdy? Które z nich naprawdę się potwierdzają, w jakim stopniu i zakresie? Które rzeczywiście są żywe, półżywe, a które martwe i puste? Na ile to jest kamuflaż, a na ile bezsilność i bezradność człowieka?

Natura, rzeczywistość mnie otaczająca - jakkolwiek niezbędna, stanowi dla mnie pewien rodzaj inspiracji - tworzywa, które kształtuję nadając jej własne oblicze. Z tego powodu stopniowo odszedłem od robienia szkiców w plenerze - wolę naturę obserwować, a gdy już maluję - muszę się od niej w znacznym stopniu uwolnić; ona nie powinna krępować i zniewalać mojej wyobraźni i wizji artystycznej.

Dlatego właśnie od wielu lat maluję - oczywiście w umownym tego słowa znaczeniu - z pamięci. Czy to będzie chałupa, fura z sianem, chmura, czy cokolwiek innego, zawsze to będzie przede wszystkim: moja chałupa, moja fura, moje siano i moja chmura. Tak właśnie wyobrażona, wymarzona, wytęskniona. Otóż właśnie. wytęskniona. nie są to tylko słowa, lecz prawda. W człowieku tkwi bowiem mnóstwo marzeń i tęsknot, które w najrozmaitszy sposób próbuje realizować - jednym z ich jest właśnie malarstwo - sztuka.

Dzień bez malarstwa i bez refleksji to dla mnie dzień stracony. Zostawiłem Łódź - miasto w którym się urodziłem, chodziłem do szkoły, studiowałem, a później mieszkałem i tworzyłem. Zostawiłem je wraz z moją pracownią, CO, WC, telewizją i innymi wygodami i atrakcjami. I pomimo przeżytych w nim ponad trzydziestu lat zostawiłem je z lekkim sercem - nigdy w nim nie zapuściłem korzeni, to nigdy nie było moje miejsce, co zresztą najlepiej widać na moich obrazach.

Minęły już dwa lata od chwili gdy przeniosłem się, a właściwie powróciłem do Gałkówka - uroczej miejscowości oddalonej ok. 20 km od Łodzi, okolonej lasami, polami, wioskami, polnymi drogami i  miedzami. Na tutejszym cmentarzu spoczywają moi rodzice, a ja mieszkam i tworzę w niewielkim domku który pozostawili mi w spadku, w warunkach bardziej niż skromnych, ale to mi w zupełności wystarcza. Codzienny kontakt z naturą wynagradza mi wszelkie niedostatki.

Rozmawiając z ludźmi którzy zetknęli się z  moim malarstwem, bądź z zasłyszanych relacji dość często potwierdzają się opinie że ma ono uspokajający, pogodny i kontemplacyjny charakter. Ci zaś którzy są w posiadaniu moich prac, dodają że tworzą one we wnętrzu pewien klimat - aurę w której człowiek dobrze się czuje. Jeśli rzeczywiście tak jest, było by to w pewnym sensie zbieżne z moimi odczuciami jak i celami artystycznymi. Wyrastają one bowiem w znacznym stopniu (mam tu na myśli nurt mojego malarstwa pejzażowego) z nostalgii i tęsknoty za czasem który już odszedł wraz z moim dzieciństwem i młodością a został jedynie w mojej pamięci i sercu - sprawiając jednocześnie ból, radość i ukojenie.

Te malutkie ludziki na moich obrazach które nie spiesząc się, podążają gdzieś przed siebie ścieżkami, ścieżynkami, polnymi drogami, przez lasy, pola, albo stoją nad wodą, siedzą na kamieniu, na trawie, w cieniu starych drzew lub też na progu własnej chałupy, coś tam myślą, coś tam robią. Takie okruchy ludzkiego życia, jak wszystko w moim malarstwie, mają wielorakie znaczenie: od wspomnień dzieciństwa sielskiego-anielskiego, po upływający czas i sens samego życia.

Przestrzeń, czas, ludzie, drzewa. dla wszystkiego co wypełnia moje płótna, co składa się na ich formę i treść, próbuję znaleźć wspólny odwieczny ład i rytm natury, coś co zostało przez człowieka w imię wyższych celów nierzadko zatracone, zniszczone.

Człowiek na moich obrazach choć zazwyczaj bywa malutki, w tej tchnącej pięknem i potęgą naturze nie czuje się zagubiony. Znalazł w niej nie tylko swoje miejsce, oparcie i radość, ale nade wszystko sens i cel, chociaż nie rozumie jej w pełni. A zatem czy zrozumienie wszystkiego konieczne jest do zadowolenia z życia? Niezbędne do szczęścia? Czy wzajemne współbrzmienie nie jest ważniejsze nade wszystko? To jakby zdawał się rozumieć czas na moich obrazach, który pomaleńku ni drepce, ni płynie razem z tymi ludzikami i spogląda od czasu do czasu na nich czy za nim nadążają. Po cóż się bowiem spieszyć - niech to wszystko trwa jak najdłużej. Przed nami przecież już tylko wieczność.

 

 

Moje malarstwo to ja. Dlaczego właśnie taki się urodziłem? W tym właśnie miejscu i czasie? Dlaczego maluję? Dlaczego tak maluję? Dlaczego, dlaczego.? Czy ponad niepojęty fakt mojego istnienia można dodać coś bardziej frapującego i fascynującego? Czy wszystko pozostałe nie jest tylko konsekwencją tego faktu? Niekończącym się pasmem relacji, interpretacji, imaginacji? Odnoszących się bez przerwy do tego samego? I choć zazwyczaj nie nazwane wprost tkwi u podłoża wszystkiego co istnieje, co zostało opisane słowami na nieskończoną ilość sposobów, zaszufladkowane, przyłożono stempel, podczepiono etykietkę. zapominając niejednokrotnie że chodzi tu nie tylko o realizm, naturalizm, abstrakcjonizm, bądź impresjonizm, nie kończącą się mnogość teorii, kierunków, nurtów, tendencji, postaw artystycznych, orientacji, z akcjami i instalacjami włącznie, lecz mamy tu do czynienia NON STOP z samym ŻYCIEM, niepojętym istnieniem, bytem, zjawiskiem, procesem. Czymś co nawet nie wiadomo jak ująć słowami, a cóż dopiero w pełni zrozumieć i pojąć.

Mówiąc o czymkolwiek, zajmując się czymkolwiek, odkrywamy je ciągle na nowo i kształtujemy ciągle na nowo, sami jednocześnie będąc jego nieodłączną częścią. Gubiąc i odnajdując ślad, prędzej czy później uzmysławiamy sobie wreszcie że tylko w życiu wszystko znajduje swoje najgłębsze wytłumaczenie, swój najgłębszy sens.

Gałkówek-maj-2007

po żniwach

Po żniwach

bez tytułu

Bez tytułu